Poezja

Antonina Fornalik

“Nie walczmy”

nie musimy niewieścieć
kobiety
możemy mężnieć
i prężnieć
i twardnieć
i szorstnieć

tylko po co komu
skamieniałe kwiaty

i co ze sobą pocznie
woda w wazonie


Karolina Mickiewicz

“My młodzi”

Tłoczno nam w gitary pudle
Ruchliwych melodiach saksofonu
W oddechach treściwych
Jego właściciela
Na schodach
Na scenie klubu
Z muzyką z ulicy
Improwizowaną
Imitowaną
Inspirowaną
Życiem
Lamentem prawdziwym
My młodzi
Młodzi chcemy żyć
Wolni
Stłoczeni w dusznych odblaskach lamp klubowych​
Zapatrzeni, nierozumni
Niechcący rozumieć
Drżący jak gitary struny
Od słów mglistych
Które w migotliwym mroku muzyki
Wyszeptują usta kobiety
Której ręka ciepła owija się wokół pasa
I ściska
Szepcząc wciąż
Szepcząc w głos
Poezję w tłocznym telegramie


Anka Jaworska

“Februarius horribilis”

Luty zamarza na chodnikach, na drzewach kwitną kiście kruków,
Obsiewam strony notatnika garścią biletów, zdjęć, wydruków.
Wilgoć unosi stukot kroków, a bramy srebrny szron obrasta,
Dzwony kościołów krzyczą w mroku, że wczoraj Bóg się wyniósł z miasta.
Dom mój zgubiłam gdzieś po drodze, mieszkam w tramwaju numer dziesięć,
Całuję miasto prosto w noce, gdy mnie w ramionach ulic niesie.
Gwiazdy zbłądziły na bezdrożu, Księżyc samotny marsz odbywa,
Pan Mróz zagląda mi pod kożuch, mętnieje od oddechu szyba.
Przeszłam gwar, więc i ciszę przejdę, lecz jeszcze siebie mam do przejścia.
Czułam, że noszę kamyk we łbie, a tam się potłukł cały Wszechświat.
Ty też masz takie zimne oczy, że nie chcę już w nich dłużej siedzieć,
Zbiegam po schodach w gębę nocy, zanim sobota znów odjedzie.
Ostatnio sama jem obiady, trochę zbyt często jestem w kinie,
Ja już tak długo nie dam rady, chyba że zima jutro minie.
Poranny kufel – zamiast życiem – grzańcem wypełniam aż po brzegi,
Gdy okno bieli się o świcie od chmur na wszystkie przyszłe śniegi.


Julia Gaj

“śmierć doskonała”

nie odbieram telefonów od ciebie
ani sobie życia
w obawie że pod drugiej stronie
niczego nie ma
poza tym przede mną tyle
miłości do nieprzeżycia
i osób których nie dam rady
pokochać

mogę przedawkować metafory
zawisnąć bezwładnie na
przerzutni
lub rozstrzelać głowę wersami
bo jeśli żyć to z poezją na ustach
jeśli umierać
to między wierszami


XYZ

“W ogrodzie samotności”

Pielę miłość,
Koszę przyjaźń,
Wyrywam wspomnienia,
Pielęgnuję stabilność.
Sadzę żywopłot nienawiści
wokół umarłego oczka
swoich uczuć.
Zamykam złotą furtką niepamięci.
I wszystko, wszystko
mogłoby wyglądać tak pięknie,
Ale patrzę w Twoje oczy
I przypominam sobie o
kobiecej potrzebie miłości.
Sekatorem wycinam maki
Na ciele,
Zraszam policzki słoną
Obietnicą:
Ostatni raz pozwalam
Zniszczyć uprawę
mojego szczęścia.